logo

Zaczepiają mnie taryfiarze

 Zaczepiają mnie taryfiarze

-rozmowa z Władysławem „Gudonisem” Komendarkiem

 

Wokół mieszkają sąsiedzi, widziałaś jak mają ładnie? Wygolona trawa, wszystko pięknie. Tak, a tu jest dziko. Tu jest dzięcioł, wiewiórka, sarna tu przychodzi. Lubię las. Tu mam spokój. Jestem od wszystkiego odizolowany.

 

Lubisz muzykę Ogińskiego?

Wolę Ogińskiego niż Moniuszkę. A najbardziej lubię Chopina. Z Chopina czerpali nawet Beatlesi. Kiedy usłyszałem Beatlesów na dobre zainteresowałem się muzyką. Wcześniej robiłem sobie z tego tylko kpiny.

 

Kpiny?

Od 11 roku życia mama wpajała mi żebym został muzykiem, ale ja w ogóle nie brałem tego pod uwagę, chociaż grałem na pianinie. Uczyłem się w szkole muzycznej na Bednarskiej w Warszawie. Traktowałem to wszystko jak zabawę. Miałem łatwość w graniu. Jak koledzy ze szkoły muzycznej grali jakiś utwór i zapominali nagle co dalej – przestawali grać. Ja z kolei sam sobie dalej komponowałem. Nie miałem problemu, żeby sobie dalej dograć. Jak ktoś się nie znał literatury muzycznej w ogóle tego nie zauważał. Tylko ten co się znał orientował się, że coś kręcę. 

Mama chciała żebyś został kompozytorem jak twój pradziad Ogiński?

Nie. Mama chciała, żebym grał na organach. Tak, jak dziadek Gudonis. Dziadek pochodził z Litwy, ale jako organista bez przerwy się przemieszczał. Wędrował po Polsce, po parafiach. Grał między innymi tu w okolicy, w tym kościele w Brochowie, gdzie był chrzczony Chopin. Myślę, że życie takiego organisty i życie współczesnego muzyka rockowego jest w jakimś sensie podobne… Dziadek miał też talent do prowadzenia chórów i harmonizacji utworów. Rozpisywał całej rodzinie nuty na różne instrumenty. Był w tym bardzo dobry.

 

Kto jeszcze grał w rodzinie?

Mama grała na fortepianie, ale tylko dla siebie. Jeździła z dziadkiem po różnych parafiach, a po wojnie zamieszkali w Sochaczewie. Stąd pochodzi mój ojciec. Tata grał na akordeonie. Najbardziej uzdolniony w rodzinie był jednak dziadek. Za swoje granie dostał nawet dyplom z Watykanu. Od papieża. Dziadek był pracowity, konsekwentny. Z klasą. Dlatego mama bardzo chciała, żebym był taki jak dziadek i grał na organach, ale ja nie miałem takich zapędów.

 

Ale po rozstaniu z Exodusem przybrałeś pseudonim po dziadku.      

Tak, bo ja generalnie czuje tę organową muzę. Czasem na koncercie zagram coś w tym klimacie. Ludzie są wtedy w szoku, nie wiedzą co się dzieje. Z klubu w którym gram robi się nagle jakiś kościół wielki. Nie mam problemu by stworzyć atmosferę Bacha. Ustawiam sobie piszczałkowe brzemienia i cofam się do czasów, kiedy królowały organy. A potem wracam do naszych. Lubię to. Dziadek nie byłby tym pewnie zachwycony… Był z innej epoki, lubił klasykę. Przyjechał kiedyś do nas do Socho, (do Sochaczewa) a ja zagrałem Beatlesów na fortepianie. Nie bardzo mu się to podobało, kręcił nosem. Różnica pokoleń… To było jeszcze przed Exodusem. Chodziłem wtedy do szkoły muzycznej.

  • Share

Comments are closed.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij