logo

Czytanie ma branie

Żebyście widzieli nas w akcji! Wzięłam w końcu „Z tajników pożycia małżeńskiego” doktora Georg`a, wydane w 1938 roku, bo do Lwa-Starowicza nie mogłyśmy się dokopać. Koleżanka fotoreporterka wynalazła album z fotosami z filmów Woody`ego Allena po angielsku i „Opowieści Białostockie” dla taty, a dzieciaki z sąsiedztwa wypożyczyły bajki.   

Maria Dąbrowska-Majewska i Anna Podgórska wyciągały książki z półek, z kartonów, pokazywały te leżące na parapecie, na biurku i w toalecie. Od kryminałów, przez Grocholę i Sienkiewicza po „Imię Róży” Umberto Eco. I od tomiku wierszy Tuwima, które ktoś podarował ukochanej w 1942 roku i przedwojenne „Baśnie” Andersena, po nowości wydawnictwa WAB.   

W związku z tym, że wszystkie nas łączy to, że książki nas biorą i trzeba było je odnaleźć, a przy okazji pojawiały się co raz to nowe wątki w rozmowie, to naprawdę nie był łatwy wybór. Mam też wrażenie, że przy okazji panie: Maria i Anna, chyba trochę sprawdzały jak to u nas z czytaniem jest. Krótko mówiąc: działo się! Książki miały branie, a my mózgu pranie.   

Wszystko miało miejsce na warszawskiej Pradze, a na Pradze, tak jak w książkach, jest ciekawie i wiadomo: często zawiązuje się jakaś akcja. 

Uwaga:Akcja                                                                                     

A pokaz był piękny tego roku… – zapewniają ci, którzy do dziś go wspominają. (-Piękny… Moda chyba na rok 2012?). Nie mylą się. Rok temu, na jesieni, przy ulicy Kępnej na Pradze, na jednym z podwórek, takim, gdzie niejeden mieszkaniec lewej strony Wisły nie miałby odwagi się zapuścić, odbył się pokaz mody Gosi Baczyńskiej „Pre Collection 2012”.

(-Jezu, kto tam nie był i jak ten pokaz wyglądał! – mówią ci, którzy znają sprawę.) Przyjechały same gwiazdy: Socha, Brodka i Cielecka. Ulica Kępna została zamknięta. Taksówki podjeżdżały i goście ściągali na duże, zamknięte podwórko starej kamienicy. Z drewnianymi komórkami pomalowanymi, specjalnie na tę okazję, na biało.

Inscenizacja oparta była na filmie „Tango” Zbigniewa Rybczyńskiego. Projektantka Gosia Baczyńska mówiła, że inspiracją dla jej nowej kolekcji był folklor miejski. Modele chodzili, a zaproszeni bili brawo. A kamienica była tego wieczoru oświetlona… (-A ludziom, mieszkającym w tej kamienicy, zapłacili, żeby nie wychodzili.)

Nie wyszli. Na szczęście mogli oglądać pokaz chociaż przez okno. I oglądali, stojąc razem w oknach klatki schodowej. Tylko szczęściarze, których okna wychodzą na podwórko, wystawali w oknach własnych mieszkań.

No dobra… Było, minęło… do rzeczy. Maria Dąbrowska- Majewska, która mieszka tuż obok Kępnej, przy Targowej, nie widziała pokazu, choć o nim słyszała (pamięta, że miała wtedy ochotę wyjść na tę Kępną na spacer ze swoim psem, wyglądającym na bardzo groźnego, ale ponieważ cała ulica pełna była ochroniarzy dała sobie spokój.)

Tego wieczoru siedziała w domu, a nie na pokazie mody. I zerkała pewnie jak co dzień przez okno na kamienice, stojące przy Targowej, tuż obok bazaru Różyckiego. Mieszka dokładnie naprzeciwko. I ma duże okno. I z tego jej okna to dopiero można sobie pooglądać! Widać z niego warszawską Pragę w czystej postaci. Prawdziwy folklor miejski.

-Kamienica z wieżyczką przy Ząbkowskiej 2 ma odnowione podwórko, ale nie ma zrobionych klatek-mówi – Maria Dąbrowska –Majewska. – Kiedy w 1991 roku po raz pierwszy weszłam do tego mieszkania, w którym teraz siedzimy i zobaczyłam widok z okna na tę wieżyczkę powiedziałam: tu albo nigdzie więcej. I kupiłam to mieszkanie i ten widok. Z kolei tamta kamienica z prawej strony… teraz jest ciemno i pani nie zobaczy jak na niej rosną brzozy. Kiedyś na dole był tam sklep z dziewiarstwem, bardzo dobre dzianiny. Zaraz po prawej jest wejście na bazar. To jest wejście, wokół którego zawsze kłębiło się i kłębi najwięcej ludzi, tam się sprzedaje sznurowadła i pumeksy. Dalej, na prawo, kolejna brama i tam już można kupić wszystko, łącznie z dyplomem medycyny. Kiedyś tam handlowano dolarami, stąd kantor obok. A obok jest Muzeum Pragi w budowie. Patrzę codziennie, czy dźwig się rusza czy nie i martwię się, jak się nie rusza, że mi się muzeum przestało budować. A po lewo jest przystanek tramwajowy, który teraz porasta krzakami, bo budują metro, przychodzi tam taka pani i karmi gołębie. I wreszcie, po lewej stronie, Targowa 62. Piękna kamienica z namalowanymi aniołami, które mają łagodzić konflikty sąsiedzkie. Przed wojną, była tam koszerna piekarnia Herbsta. Kiedyś, jak już na dobre odezwał się we mnie bzik na punkcie Pragi, siedziałam przy stole, spojrzałam przez okno na tę kamienicę i pomyślałam sobie: nie, no tylko Targowa 62, rewitalizacją jakiej innej kamienicy ja się mogę na Pradze zajmować!?

Tak powstał projekt „Targowa 62”, pierwszy realizowany przez założoną przez nią w 2010 roku Fundację Zmiana. W weekendy, po całym tygodniu pracy, szła z torbą i razem z mieszkańcami porządkowała podwórko. Na Targowej 62 zniknęły śmieci, zrobili porządek wokół kapliczki, pojawiła się zieleń.


Akcje, nie tylko w wakacje

Zaraz potem włączyła się w projekt „Na_Miętnie” i całą wiosnę 2011 zwoziła miętę ze wsi do Warszawy, po to by ci co czują miętę, mogli w wakacje wejść do instalacji, ustawionej u zbiegu ulic Stalowej i 11Listopada otworzyć się na działanie zmysłów, słuchając muzyki i wdychając zapach mięty.

Z czasem zaczęła zmieniać Pragę po drugiej stronie Targowej i w jednym z podwórek, stojącego tam bloku zorganizowała „Dzień sąsiada”. Dziewczyny z bloku obok przyniosły ciasto – w kształcie wieżowca, zeszli się wszyscy sąsiedzi i wreszcie zaczęli ze sobą rozmawiać.

Kolejny, świeży, projekt, tak jak pierwszy, też powstał przy oknie z praskim widokiem. Maria Dąbrowska-Majewska: -Spotykałyśmy się regularnie ze znajomymi kobietami z Fundacji Zmiana, działaczkami społecznymi z Warszawy i okolic na tzw. grupach czytaczy. To polega na tym, że czytamy jakąś książkę, a potem razem o niej rozmawiamy po domach.

Dyskutowały o poezji Miłosza, prozie Schulza, czy dramatach Tołstoja. Literatura, literaturą, ale i tak każda rozmowa schodziła z książki na życie i na to, co dookoła. Gdy siedziały u niej w domu długo wieczorem, samochody przestawały jeździć, autobusy przestawały jeździć, a one długo rozmawiały patrząc na ulice, co by tu jeszcze można na tej Pradze zmienić.

Maria Dąbrowska-Majewska: -Kiedyś, siedząc przy tym oknie wpadłyśmy na pomysł, że skoro wszystkie czytamy, to może żeby wyjść z tym naszym czytaniem na Pragę. Do innych. I wymyśliłyśmy kolejny projekt: zakładamy tu sąsiedzką bibliotekę.

Zależało im, by to nie była jakaś „latająca” czytelnia i jednorazowa akcja (Maria Dąbrowska-Majewska: -Pragę charakteryzuje akcyjność. Tu się coś dzieje, są różne wydarzenia, ale to za chwilę  znika). Chciały, żeby było inaczej i żeby działo się i działo, koniecznie w jakimś lokum. Napisały program projektu „Praska Biblioteka Sąsiedzka” i postanowiły wywalczyć w urzędzie gminy lokal, w którym można ją urządzić. Właściwie to jak się okazało żadnej walki nie było, gmina od razu się zgodziła. Dostały na preferencyjnych warunkach (niski czynsz itd.), lokal w typowym praskim podwórku przy ulicy prostopadłej do Targowej, przy Okrzei 28. Po tym jak w latach 90-tych Hortex produkował tam lody, 50-metrowy lokal latami stał pusty.      

Na ścianach były napisy: „A chuj cię to obchodzi”, „Bić Żyda” i w związku z tym, że prawdopodobnie mieszkał tam przez jakiś czas szef gangu wołomińskiego ps. Dziad, widniało też hasło: „Strzeż się Dziadu, komnata tajemnic została otwarta”.
                                                                                   
Akcja – Reakcja

Kiedy weszły do środka i okazało się, że poza brudem i kafelkami po Hortexie nic tam nie ma, zaczęły pisać rozpaczliwe maile: „Nie mamy niczego, co kto da, będzie nam miło”. Ktoś coś miał w firmie w magazynie, ktoś coś trzymał w domu: książki, półki, fotele. Przywieźli do biblioteki.

Maria Dąbrowska-Majewska: -Nie jesteśmy rentierkami, nie jesteśmy dobre panie, nasza sytuacja materialna nie różni się jakoś diametralnie od ludzi, którzy tu mieszkają. Ze swoich prywatnych pieniędzy, których nie mamy, musiałyśmy złożyć się na czynsz.

Od początku było więc naturalne, że wszystko muszą zdobyć, jeśli chcą bibliotekę jakoś urządzić. Maria Dąbrowska-Majewska: -Każda z nas ma znajomości i mogłaby z tego korzystać, ale tego nie robimy, bo nie o to w tym chodzi, by tu było pięknie. Chodzi o to, by to była biblioteka sąsiedzka z prawdziwego zdarzenia, by tu przychodzili ludzie, mieszkający dookoła i to oni z nami to miejsce budowali.

Lokatorzy sąsiednich kamienic bardzo szybko zorientowali się, że one nie przyszły tam robić żadnego interesu, żadna z nich nie daje 10 zł na piwo, bo nie ma. I że nie ma tam w środku luksusów i nie będzie i widzieli, że one same zeskrobują brud szpachelką i dźwigają kartony z książkami (pierwsze przywiozły ze swoich domowych zbiorów) . I zaczęli im pomagać.

Przy okazji wyszły takie kwiatki, że one do dziś same nie mogą w to uwierzyć. Maria Dąbrowska-Majewska: -Weszli tu dwaj panowie z okolicy, zawieszali nam tu lampy z Mariotta, które tam były niepotrzebne i ktoś nam je przekazał. Jeden z tych facetów zamocowuje przy suficie te lampy, drugi trzyma go na drabinie, żeby nie spadł. I ten co trzyma drabinę mówi: -Ja to ze wszystkich książek najbardziej lubię „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. A ten na tej drabinie mówi: Nie no, k… to jest taka p… książka… Zawiązała się taka dyskusja o Bułhakowie, że myślałam że spadnę z krzesła.

Anna Podgórska: -Innym razem wszedł tu jakiś człowiek z sąsiedztwa, który zaczął mówić o „Księciu” Machiavellego, potem spokojnie przeszedł na kryminały i w trakcie rozmowy okazało się, że jest też naprawdę dobry w literaturze faktu. Poczułam się przy nim „taka malutka”.

Akcja: Cała Praga czyta…

Część sąsiadów-czytelników ma sentyment do książek, bo pokochali je np. w celi. Opowiadają o tym, wypożyczając. Maria Dąbrowska-Majewska: -Mówią o sobie, dziś po dwóch miesiącach od otwarcia wiemy kto siedział, kto ćpał, kto pije, kto ma narzeczoną w salonie gier. Rozmawiamy ze sobą, a o to nam, zakładając tę bibliotekę, chodziło. Nie o to, żeby nieść kaganek oświaty. To jest przywracanie godności poprzez te książki. Mówimy tu sobie pan, pani: Panie Łukaszu, Panie Konradzie. Na pijaka tu nikt nie wchodzi. Witamy się: Dzień dobry. Szanujemy się. Rozmawiamy. Jak nam ktoś książki układa na parapecie przed wejściem, oni pilnują, żeby nie zginęły. Chodzi o budowanie więzi sąsiedzkich. I o to, by książka była dla tych ludzi przepustką do ludzi i świata, do którego są nieufni. I żeby przychodzili tu różni ludzie. Dziś bierze od nas książkę profesor wyższej uczelni i pani, która na co dzień sprząta. Książki nas łączą i dzięki nim ze sobą rozmawiamy.

Na tym polega ta zmiana, o jaką im chodziło, kiedy wymyślały Praską Bibliotekę Sąsiedzką. Maria Dąbrowska-Majewska: -I to się nam udaje, choć bałam się na początku, że to nie wypali, że to będzie taki inteligencki projekt, wymyślony przy stole i który wypali tylko w myśleniu, ale nie w działaniu. Tak jak cała Polska czyta dzieciom, tylko może by ktoś usiadł i przeczytał. Dla mnie to jest szok, co tu się dzieje. Jednego dnia ktoś podarowuje nam karton z książkami, drugiego z panem z podwórka rozmawiamy o tuzach literatury, a trzeciego przyjeżdża zrobić o nas materiał Uwaga TVN.

Kto za to wszystko płaci? Maria Dąbrowska-Majewska: -Nie mamy żadnej dotacji. To wszystko pochodzi  z naszych prywatnych pieniędzy, których nie mamy. To są straszliwe kombinacje z czego co zapłacić. Wierzymy w bibliotekę i chciałybyśmy, żeby to wyszło, ale zdajemy sobie sprawę, że trzeba powoli szukać sponsorów.    

To, że taka biblioteka była akurat tam na Pradze potrzebna to mało powiedziane. Jak mówi Podgórska wielu z okolicznych mieszkańców prawdziwa biblioteka z kartami, numerkami i humorzastymi bibliotekarkami odstrasza. U nich nie ma żadnych kart i każdy może przynieść i zostawić swoje książki. Nie ma też stałych godzin otwarcia. Biblioteka jest czynna, gdy w środku jest któraś z kobiet. Nie ma żadnych opłat, kaucji. Książkę bierze się, wpisując do zeszytu. Jak ktoś nie odda to trudno. Nikt nikogo z cudzego mienia nie okrada. W końcu to wspólna biblioteka, sąsiedzka.

                                                                                   
Nie będzie żadnej akcji

W październiku biblioteka zostanie oficjalnie otwarta. Maria Dąbrowska-Majewska: -To będzie raczej spotkanie, niż oficjalne otwarcie. Dlaczego? Nie oszukujmy się. My się jednak z mieszkańcami tych kamienic jednak trochę różnimy. Mamy inne ubrania i inaczej ufarbowane włosy. No nie da się ukryć. Co nie znaczy, że nie zdarzyło nam się w życiu zapalić albo powiedzieć słowa: kurwa. Nie będzie jednak cyrku. Nie będzie tu ludzi z zewnątrz, naszych znajomych, ani mediów. Mimo, że wiemy, że pani z Teleexpressu marzy o tym, żeby tu przyjechać i znowu zrobić materiał: „Oświecenie przyszło na Pragę”. (No masakra, jak to usłyszałam w telewizji.) My nikogo z telewizji tu nie zaprosimy mimo, że tu będzie też bardzo pięknie na tym praskim podwórku, przy obdrapanej kamienicy, prawie jak na pokazie Gosi Baczyńskiej. Proszę sobie wyobrazić całe to nasze misterium: te świeczki pozapalane, te lampy naftowe i te dzieci i te jedzenie i picie w tych kubkach, te herbatki. To będzie fajne, ale dla tych ludzi – dla nich, a nie na pokaz. To, co robimy, to jest codzienność i długi proces, a nie jakaś jednorazowa akcja.  

 

Praską Bibliotekę Sąsiedzką  przy ul. Okrzei 28 w Warszawie, naprzeciwko Kina Praha, założyły Maria Dąbrowska-Majewska, Anna Podgórska, Anna Grzegorzewska, Ewelina Borowska, Magda Majewska, Marta Dąbrowska i Anna Ciałowicz, czyli kobiety z Fundacji Zmiana. Biblioteka współpracuje z warszawskim Liceum im. Jacka Kuronia.

 

  • Share

Comments are closed.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij